Co by było gdyby…
Znowu zastanowię się nieco bardziej nad tym, czego Apple nie produkuje. Tym razem kilka słów o konsoli do gier od Jabłkowego producenta. Od razu przestrzegam – jeśli lubisz czytać o konkretach – nie wchodź dalej!
Apple nie ma w ofercie „klasycznej” konsoli do gier, w przeciwieństwie do swego konkurenta – Microsoftu. Prawdę mówiąc, Microsoft Xbox jest jednym z bardziej udanych wyrobów producenta Windowsów. Apple natomiast ma coś, czego Microsoft nie ma. Ma Apple TV – czyli przystawkę do telewizora pozwalająca na korzystanie z multimediów z komputera za pomocą zestawu kina domowego. Jakiś czas temu pojawiła się plotka o tym, że Apple TV miałoby ewoluować. Miałoby się zmienić w albo w telewizor (czyli dwa urządzenia w jednym) albo właśnie w mini konsolkę do gry.
Producent Maków ma natomiast „nie klasyczną” konsolę. Mówię o iPodzie Touch. Początkowo „taczka” pozycjonowana była jako „iPhone, ale bez Phone”, potem jako coś co pozwala oglądać filmy, aż wreszcie pozycjonowany jako „tablecik” i właśnie najtańsza możliwość skorzystania z AppStore – czyli także, a może głównie, jako mała konsola do gier. Dobrych, nawet całkiem rozbudowanych gier w AppStore pojawia się coraz więcej i kosztują przy tym znacznie mniej, niż na przykład programy na dyskach UMD, czyli pasujących do Play Station Portable.
Fani marki bardzo by sobie życzyli, aby Apple wprowadziło do swojej oferty konsolę do gier, taką z prawdziwego zdarzenia. Wyobraźcie sobie – urządzenie podpinane do telewizora, z WiFi i dostępem do sieci i z możliwością kupowania gier przez sieć. Taki App Store, ale z pełnoprawnymi, a nie tylko „komórkowymi” grami. Model dystrybucji też mógłby być ciekawy. Płacisz za wypożyczenie gry, a nie za jej posiadanie. Na przykład wynajmujesz grę na miesiąc za 20 dolarów. Po miesiącu możesz albo zapłacić za następny okres, albo gra jest kasowana z dysku konsoli. Można by też grę kupić na własność, ale tutaj pojawia się problem z pojemnością twardego dysku. Przy grze zajmującej nieraz i 20 GB, to dysk nawet i o pojemności 1 TB się szybko skończy. Zresztą – to już jest zbytnie wchodzenie w szczegóły techniczne. Wróćmy do samej konsoli.
Apple prawie nie przyznaję się do tego, że już kiedyś miało swoją konsolę. Właściwie – nie wiadomo co to było. Miała to być konsola, ale też taki jakby uproszczony komputer. Nazywało się toto Pippin.
Niestety – bardzo szybko wstrzymano produkcję. Konsola sprzedawała się źle bo było na nią mało gier. Było mało gier – bo sprzedawała się źle. Apple jednak potrafi uczyć się na błędach. Przykład? G4 Cube wrócił jako MacMini. Newton wrócił w formie iPhone (albo może wróci w formie tabletu?). Jabłkowy producent potrafi też skutecznie powracać do sprawdzonych rozwiązań. Znowu chcecie przykładów? Proszę bardzo. Obudowa All-in-One sprawdziła się w przypadku Macintosha w 1984 roku, sprawdziła się w przypadku Maców serii Performa. Potem był iMac – czyli też komputer wszystko-w-jednym. Poza tym, udział w rynku Apple ma znacznie większy teraz niż w 1996 roku kiedy debiutował Pippin. Wtedy, w 1996 roku, wprowadzenie konsoli było tylko rozpaczliwą próbą utrzymania firmy na rynku. Teraz może być naprawdę dobrym produktem, biorąc uwagę fakt, że firma nie ma kłopotów finansowych i jednocześnie posługuje się dobrymi metodami marketingowymi, które się sprawdzają.
Wyobraźcie sobie teraz, aluminiowe pudełko, które podpinamy do prądu i za pomocą bezprzewodowych padów gramy w najnowsze gry, które kupiliśmy przez sieć. Takie połączenie Wii (sterowanie) i potęga graficzna PlayStation 3.
Uważam, że jest jeszcze miejsce na rynku na nową konsolę. Rynek jest podzielony między Sony i Microsoft, a do tego, na dokładkę, Wii, która jest jakby obok. Wii kupujemy dla sterowania, a wspomniane wyżej produkty MS i Sony – dla fantastycznej grafiki w HD. Może zatem Apple mogłoby wprowadzić na rynek urządzenie, które przekładałoby jakość wrażeń wizualnych na świetny model dystrybucji aplikacji z AppStore. I w tym mogłaby leżeć rynkowa siła takiego produktu.
Myślę, że konsola jest bardzo prawdopodobnym nowym produktem Nadgryzionego Jabłka. Rynek gier jest gigantyczny i nadal rośnie… Ostatnie rekordy sprzedażowe najnowszego Call of Duty (Modern Warfare) pokazały, że podobnie jak w filmy mogą zarobić gigantyczne pieniądze, tak i gry są rynkiem nie do pominięcia…
Parafrazując słowa Jobsa z 2001 z konferencji wprowadzającej iPoda… „Why Games? We simply love games„.
O grach RPG pisałem także ostatnio na moim prywatnym blogu…



Zostaw komentarz